Media

 

Gość Radia Zet - rozmowa z poseł Beatą Kempą

Monika Olejnik: A gościem Radia ZET jest Beata Kempa, Solidarna Polska wita Monika Olejnik, dzień dobry.

Beata Kempa: Dzień dobry.

Monika Olejnik: Ryszard Czarnecki eurodeputowany Prawa i Sprawiedliwości chce kandydować na prezesa PZPN, czy to dobry pomysł?

Beata Kempa: Ja myślę, że skoro pani redaktor pierwsze pytanie postawiła w obszarze sportu to pogratulujemy dzisiaj pani Agnieszce Radwańskiej.

Monika Olejnik: Pani gra w tenisa?

Beata Kempa: Nie gram. Ale no, tenis jest bardzo fajnym sportem elitarnym, przynajmniej dobrze się dzieje, Polka...

Monika Olejnik: A w czym była lepsza Kerber od Radwańskiej.

Beata Kempa: Ja myślę, że Radwańska jest opanowana, rzeczywiście jest już profesjonalistką.

Monika Olejnik: Oglądała pani?

Beata Kempa: Tak, ponieważ mój syn również się interesuje, pogratulujmy i myślę, że będziemy mocno, mocno trzymać kciuki i, że zwycięży w finale.

Monika Olejnik: Dobrze, a wracając do Ryszarda Czarneckiego.

Beata Kempa: No pani redaktor, cóż, no jakoś tam trzeba zaistnieć. Ja myślę, że powody są dwa. Pierwszy to taki, że no pan Ryszard Czarnecki w różnych odsłonach chce w jakiś sposób pewnie się wypromować, idą eurowybory. A druga kwestia to pewnie taka, że dowiedział się, że w kuluarach sejmowych coraz częściej mówi się o tym, że do Parlamentu Europejskiego będzie tak zwana lista krajowa, z resztą już była zajawka, że będzie zbierać, będzie reaktywowana sejmowa komisja do spraw ordynacji wyborczej, i że będzie tutaj zmiana. Zatem myślę, że boi się, że będzie na jakimś zaszczytnym, 19 niebiorącym miejscu na liście Prawa i Sprawiedliwości, zdecydował o zmianie kariery. W mojej ocenie na pewno wtedy środowisko pana Laty, bądź kogoś innego zupełnie się zmobilizuje i znowu pewnie pan Lato wygra, tyle i tylko tyle.

Monika Olejnik: Ale Ryszard Czarnecki nie byłby dobrym reformatorem PZPN!?

Beata Kempa: Nie znam jego możliwości w tym zakresie.

Monika Olejnik: No już mówi, że na przykład może oddać swoją pensję na kształcenie dzieci.

Beata Kempa: No, jest to populizm i w mojej ocenie w tym zakresie naprawdę trzeba zrobić wszystko żeby polską piłkę doprowadzić chociażby do takiego stanu, jak polski tenis ziemny, czy chociażby polska siatkówka, w końcu Polacy wczoraj też pokonali w pięknym stylu Brazylię i myślę, że trzeba z polską piłką zrobić dokładnie to samo, ale nie sądzę żeby pod kierunkiem pana  Ryszarda Czarneckiego.

Monika Olejnik: Ryszard Czarnecki ma na swoim koncie obronę Starucha, pani się biła w piersi za obronę Starucha, za co zresztą dostała pani po głowie od prasy prawicowej...

Beata Kempa: Ja po głowie dostaję od różnych osób,  średnio się tym przejmuję. Powiem tak, nie tyle biłam się w piersi po pierwsze nie stawałam w zakresie takim, że mówiłam, że ktoś jest winny czy nie winny, ręczyłam tylko za to, że ktoś się stawi w sądzie, tak się stało, więc wszystko jest okej. Natomiast co do sądu to tutaj sąd wyrokuje i jeśli uzna, czy uznał, że trzeba nałożyć karę to trzeba i to jest bezdyskusyjne. Natomiast, co do oceny różnych środowisk, ja to przyjmuję i w mojej ocenie też jest tak, że błędów nie robi ten, kto nie robi nic. Ja w cieszę się, że pan stawił się w sądzie i wszystko na ten temat. Nie będę dopuszczać do tego, czy też protestować przeciwko wszelkiego rodzaju prowokacjom, a w mojej ocenie i w moim odczuciu to co się wtedy stało podczas obchodów upamiętniających powstanie warszawskie do tego mogło dojść i mogło dojść do zamieszek. Tak robić się nie powinno.

Monika Olejnik: Solidarna Polska prosi premiera o to żeby rozwiązał PZPN i żeby powstała komisja sejmowa, która rozwiąże PZPN.

Beata Kempa: Ja myślę, że ponad podziałami naprawdę powinniśmy na poziomie sejmu...

Monika Olejnik: Pani jest prawnikiem to chyba wie pani, że to pomysł dosyć abstrakcyjny.

Beata Kempa: To znaczy ja myślę, że bardziej jest to pomysł związany z tym  żeby generalnie przestać mówić, a zacząć działać.

Monika Olejnik: Ale pani poseł, doskonale pani wie, że nie można rozwiązać PZPN.

Beata Kempa: Naprawdę uważam, że w sytuacji... no pomysły są różne. Ja na przykład uważam również i taki pomysł do dyskusji wrzucam moim kolegom, jestem wielką zwolenniczką wszelkiej kadencyjności. Gdyby i w stowarzyszeniach i we wszelkiego rodzaju, na wszelkiego  rodzaju urzędach, wszędzie była wprowadzona kadencyjność to może wtedy przestalibyśmy mieć problemy.

Monika Olejnik: No to jest kadencyjność, przecież są wybory w październiku.

Beata Kempa: W sensie dwie, tak, tak, zgadza się dwie kadencje jedna i ta sama osoba, jak prezydent kraju wtedy może by, może by nieco ta sytuacja zależała, choć moim zdaniem pani redaktor, niestety tu musi pójść reforma mocno również oddolnie, ale wydaje mi się, że na to liczyć nie możemy i tutaj działacze będą w tym zakresie nieubłagani.

Monika Olejnik: Ale jak może Solidarna Polska apelować do premiera żeby rozwiązał PZPN!?

Beata Kempa: Ja myślę, że można apelować o to żeby wreszcie siąść i zająć się tym tematem.

Monika Olejnik: No to inna historia.

Beata Kempa: Jeżeli nie można liczyć na to, że od wewnątrz tutaj...

Monika Olejnik: Czy Jarosław Kaczyński, przepraszam, rozwiązał PZPN, a przypominam, że miał kłopoty z PZPN, rozwiązał PZPN?

Beata Kempa: Ale pani redaktor każdy uważam rząd ma swój styl działania, każda sytuacja jest inna.

Monika Olejnik: Ale pani wtedy była w rządzie Jarosława Kaczyńskiego.

Beata Kempa: Dzisiaj mamy, no tak, ale to nie znaczy, że miałam się zajmować PZPN, no każdy miał swój obszar działalności. Natomiast wracając do PZPN, jeżeli ponad podziałami usiedlibyśmy, być może również, a może właśnie też z tymi, którzy dobrze życzą piłce nożnej i nie są zainteresowani wewnętrznymi rozgrywkami w tym zakresie i jakby chodzeniem we własnym bagienku, tylko na tym żeby po prostu polską piłkę wzmocnić i to co najważniejsze, naszych młodych polskich piłkarzy, dzieciaki zachęcić do tego, zorganizować w taki sposób szkolenia i w taki sposób opiekę nad nimi, aby wykorzystać wszystkie możliwości, tak aby nasza polska piłka stanęła, powiedziałam, chociażby na takim poziomie, jak inne sporty w naszym kraju.

Monika Olejnik: Pani poseł do 27 lipca państwo mają czas ażeby powrócić, powrócić wyrzuceni, żeby powrócić do Prawa i Sprawiedliwości, czy zamierza pani wrócić, myśli pani o tym?

Beata Kempa: W moim odczuciu, tak jak ja to oceniam, znając już trochę też i moich kolegów w polityce to powiem tak, wydaje mi się, że ten apel jest bardzo fasadowy. Ja nie widzę, nie czuję też jako kobieta tego, aby on był może do końca szczery, bardziej traktuję to jako komunikat do wewnątrz elektoratu. Być może gdzieś tam na zebraniach nasi koledzy otrzymują takie sygnały od wyborców...

Monika Olejnik: Komunikat do ojca Rydzyka też pewnie.

Beata Kempa: Nie, nie, komunikat od wyborców, czy też od ludzi, którzy przychodzą na zebrania, być może pytania dlaczego ich wyrzuciliście, dlaczego właśnie ich wyrzuciliście. Być może to jest nie do wytłumaczenia, myślę że tak, bo dzisiaj to już sytuacja jest troszkę inna.

Monika Olejnik: Czyli mówi pani nie.

Beata Kempa: Także nie wydaje mi się żeby to było szczere. Natomiast jestem bardzo za tym aby była współpraca, dlatego że...

Monika Olejnik: No i współpraca jest właśnie,  Adam Hofman mówi, że państwo prawdopodobnie zrobili na zamówienia sondaże, wedle których Zbigniew Ziobro ma 15 proc. poparcia w wyborach prezydenckich, a Jarosław Kaczyński 18 proc. i Adam Hofman tu, w tym studio, w Radio ZET przedwczoraj powiedział, że to jest na zamówienie, sfałszowane...

Beata Kempa: No więc właśnie tutaj obarczył również jakby tym bardzo przykrym pomówieniem pana europosła Jacka Kurskiego i myślę, że tutaj racja Jacka była jak najbardziej adekwatna. To jest myślę, że tak, no pani redaktor, każda partia polityczna zamawia sondaże, ale nie po to żeby ktoś ich w tych sondażach okłamywał, tylko po to żeby właśnie mówić prawdę, choćby ona miała być najbardziej brutalna. W związku z powyższym z tych sondaży jednoznacznie wynika, że na polskiej prawicy Zbigniew Ziobro ma bardzo duże szanse...

Monika Olejnik: Większe szanse od Jarosława Kaczyńskiego?

Beata Kempa: Szczególnie jeśli idzie o drugą turę, bo pierwsza tura jak wiadomo może być tutaj różnie, natomiast ta druga tura jest najważniejsza. Tutaj jednak respondenci wskazują i centroprawicowi i prawicowi, iż widzą jako kandydata prawicy pana Zbigniewa Ziobrę. I to nas bardzo cieszy. I okazuje się, że nasza bardzo ciężka praca przez te kilka miesięcy, w szczególności ta u podstaw, czyli objazd kraju, zaczyna już przynosić określone efekty, oczywiście jeszcze wciąż bardzo dużo pracy przed nami i bardzo byśmy chcieli również współpracy z Prawem i Sprawiedliwością.

Monika Olejnik: No, ale jak, ale jak? Nie da się.

Beata Kempa: Powiem tak, po tym apelu natychmiast...

Monika Olejnik: Jak walczycie na tej samej scenie, przejdziemy na www.radiozet.pl

Beata Kempa: Ja myślę, że pani redaktor nie wszyscy kochają Prawo i Sprawiedliwość, nie wszyscy kochają Solidarną Polskę, są tacy, którzy kochają Solidarną Polskę, są tacy, którzy kochają Prawo i Sprawiedliwość.

Monika Olejnik: No i Kazimierz...

Beata Kempa: Zatem trzeba właśnie odpowiedzieć na zapotrzebowanie elektoratu, który jest naprawdę bardzo szeroki, 50 proc. obywateli nie idzie do wyborów, z tego znakomita część to ludzie prawicy.

Monika Olejnik: Dziękuję bardzo, Beata Kempa i Monika Olejnik...

Beata Kempa: Dziękuję bardzo.

Monika Olejnik: www.radiozet.pl i przechodzimy dalej.

Monika Olejnik: A Kazimierz Marcinkiewicz mówi, że jest miejsce dla jeszcze jednej partii prawicowej.

Beata Kempa: No, to są już takie powiedzmy sobie luźne dywagacje. Oczywiście żyjemy w wolnym kraju, partie mogą się tworzyć, my jednak, tak jak powiedziałam patrząc na ten prawdziwy sondaż jakim są spotkania bezpośrednie z naszymi wyborcami, no widzimy, że jednak jest zapotrzebowanie na Solidarną Polskę.

Monika Olejnik: Ale czuje pani popłoch w szeregach Prawa i Sprawiedliwości w związku z tym sondażem, bo jednak dla Jarosława Kaczyńskiego przegrana ze Zbigniewem Ziobro to byłaby największa porażka, to by była gorsza porażka niż przegrane wybory parlamentarne, wybory prezydenckie poprzednie.

Beata Kempa: Ja myślę, że ta nerwowość może samego Adama Hofmana przejawiła się. Ona też może być spowodowana tym, że panowie też już dzisiaj są świadomi tego, że trochę inaczej będzie wyglądała ordynacja do eurowyborów, lista krajowa, więc to jest wiadomo, że tutaj liderzy będą mieli, można powiedzieć, władzę absolutną w zakresie ustalania tychże list. Z tego co wiem, z tego powodu jest poruszenie, bo to jest taki news ostatnich można powiedzieć tygodni. Natomiast moim zdaniem wszystko jeszcze przed nami i trzeba bardzo ciężko pracować. Wybory dopiero w 2015 roku, my uważamy, że nasz lider ma naprawdę potężne szanse i wielkim błędem było wyrzucenie nas z Prawa i Sprawiedliwości, tak to dzisiaj traktujemy.

Monika Olejnik: Ale będzie rozdarty dyrektor Rydzyk, bo przecież z jednej strony będzie miał Jarosława Kaczyńskiego, z drugiej strony Zbigniewa Ziobro, no i kogo poprzeć.

Beata Kempa: Ja myślę pani redaktor, że jeśli idzie o ojca Tadeusza Rydzyka, którego z tego miejsca serdecznie pozdrawiam, w niedzielę spotykamy się, wszyscy myślę, na pielgrzymce rodzin Radia Maryja w Częstochowie, jak co roku, zresztą teraz jest dwudziesta, jest zajęty misją, myślę bardzo dobrą misją i to co zrobiła w sprawie telewizji Trwam Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji jest jednym wielkim skandalem, myślę że pierwsza odsłona kontroli NIK to pokazuje, natomiast pani redaktor, żyjemy w wolnym kraju każdy ma prawo mieć do swoich również i poglądów, niezależnie od tego jaką rolę pełni.

Monika Olejnik: Ale wolałaby pani żeby jednak Radio Maryja było po stronie  Solidarnej Polski?

Beata Kempa: Pani redaktor, każda partia polityczna musi naprzód być wśród ludzi. Jeżeli liczy tylko i wyłącznie poparcie jednego czy innego ośrodka, tak jest z naszą władzą, z Donaldem Tuskiem i z Platformą Obywatelską, ja zawsze mówię i to na wszystkich spotkaniach one są w części nagrywane, że gdyby pewnie nie media głównego nurtu, to on by się przy władzy nie ostał. I w związku z powyższym pracują za niego...

Monika Olejnik: Jakby się nie ostał?

Beata Kempa: Pracują za niego, jak najbardziej propaganda, pani redaktor, jest rewelacyjna.

Monika Olejnik: Wie pani, ale wie pani są wybory, jest kadencyjność wyborów, to nie ma tak...

Beata Kempa: Także naprawdę za wiele nie musi robić.

Monika Olejnik: Nie, to nie jest tak.

Beata Kempa: Ach, pani redaktor, propaganda czyni cuda, przeżywaliśmy to w latach 70. ja również to pamiętam, a teraz jest można powiedzieć o tysiąc procent, że tak powiem, jest bardziej skuteczna, może dlatego, że mamy też inną technikę. Natomiast pani redaktor...

Monika Olejnik: Wie pani, jak sobie przypominam tak, krytykę marszałek sejmu, krytykę pod adresem Jarosława Gowina, krytyka różnych ministrów...

Beata Kempa: Oj, pani redaktor, to było głaskanie. To było głaskanie. To w porównaniu z tą krytyką, którą my musieliśmy przejść jeszcze będąc w rządach Prawa i Sprawiedliwości, to tak naprawdę to było głaskanie.

Monika Olejnik: Czyli pani uważa, że Donald Tusk jest premierem tylko dlatego, że prasa go głaszcze, tak?

Beata Kempa: Ja uważam, że to, że te drugie wybory, które miały miejsce w 2010 roku, absolutnie były przy bardzo dużym takim wsparciu,  zresztą ta praca trwała przez całą kadencję, to nie jest tak, że ona była tylko podczas kampanii wyborczej...

Monika Olejnik: To znaczy, że ludzie w Polsce nie mają własnych myśli, to przykre.

Beata Kempa: Ale ja oceniam, mam prawo pani redaktor, oceniam pana Donalda Tuska jako osobę, no która niestety moim zdaniem, gdyby nie miała tego wsparcia mediów absolutnie przegrałaby z kretesem te wybory.

Monika Olejnik: Ale wygrał. Dziękuję bardzo Beata Kempa była gościem Radia ZET, dziękuję bardzo.

 

Beata Kempa: Dziękuję również.

____________________________________________________________________________________________



Wywiad poseł Beaty Kempy dla onet.pl


- Nie będziemy sobie identyfikacji z PiS wypalać żelazem. Byliśmy w PiS i nie ma co tego ukrywać. Polacy mają gigantyczny kredyt zaufania do Zbigniewa Ziobro. Ziobro może być wspólnym kandydatem Solidarnej Polski i PiS na prezydenta, jeśli panu prezesowi Jarosławowi Kaczyńskiemu zależy na zjednoczeniu prawicy - powiedziała w pierwszej części rozmowy z Onetem Beata Kempa. Jak dodała, nie chce "promować" Janusza Palikota, ale przyznaje, że jego rozmowy z Tuskiem "to tylko gra". - Tusk go potrzebuje do szantażowania PSL - twierdzi.

Z Beatą Kempą - wiceprzewodniczącą Solidarnej Polski Zbigniewa Ziobro- rozmawia Jacek Nizinkiewicz.

Jacek Nizinkiewicz: Czego Zbigniew Ziobro może nauczyć się od Janusza Palikota?

Beata Kempa: Niczego. Nie powinien się od niego uczyć niczego. Ale proszę, nie promujmy w naszej rozmowie Janusza Palikota. On powinien znaleźć się na marginesie życia politycznego.

- Z Palikotem liczy się sam premier i prezydent zapraszając go na spotkania i negocjacje w sprawie głosowań sejmowych, więc pani słowa są chyba tylko pobożnym życzeniem.

- To tylko gra. Tusk go potrzebuje do szantażowania PSL. Ludowcy, godząc się na ataki na Kościół, tracą w oczach wyborców katolickich, a wśród rolników ubywa im głosów za nie dbanie o polską wieś. Dlatego Palikot jest pompowany przez prezydenta i premiera. Pytanie ilu ludzi da się na to nabrać. Chyba coraz mniej.

- Chyba coraz więcej, bo Solidarna Polska może dzisiaj zazdrości poparcia Ruchowi Palikota. Janusz Palikot powiedział w rozmowie dla "Newsweeka", że po przyszłych wyborach widziałby siebie jako prezydenta Polski, a Aleksandra Kwaśniewskiego premierem RP. Dlaczego się pani uśmiecha?

- Uśmiecham się, bo tego typu pomysłu można reagować tylko pobłażliwym uśmiechem.

- Zapytałem na początku, czego Ziobro może nauczyć się od Palikota, bo mam wrażenie że już się czegoś nauczył. Zbigniew Ziobro przejął pomysł Palikota z nazwą partii. Solidarna Polska stała się Solidarną Polską Zbigniewa Ziobro na wzór Ruchu Palikota, żeby zyskać na rozpoznawalności w sondażach?

- Przypominam, że nazwisko Jana Olszewskiego było znacznie wcześniej w nazwie partii, więc pomysł Palikota nie jest oryginalny. Solidarna Polska pozostaje wciąż obiegową nazwą naszego ugrupowania. Nazwę Solidarna Polska Zbigniewa Ziobro wymogło życie, ponieważ chcieliśmy uniknąć sytuacji, w której ktoś zarejestruje podobne stowarzyszenie lub partię, co zablokowałoby nam możliwość używania nazwy Solidarna Polska, z która jesteśmy kojarzenia od samego początku. A na markę pracuje się bardzo długo. Dopiero cztery miesiące trwa nasza praca.

- Ale okazało się, że już po tygodniu zmiana nazwy na Solidarna Polska Zbigniewa Ziobro przyniosła efekt sondażowy. Nie dość, że przekraczacie próg wyborczy, to jeszcze macie 6.4 proc. poparcia w ostatnim sondażu.

- Jest to efekt bardzo udanego kongresu, w którym wzięło udział 1700 delegatów. A Zbigniew Ziobro to marka sama w sobie.

- I wódz waszej partii? Nazwa Solidarna Polska Zbigniewa Ziobro brzmi co najmniej wodzowsko.

- Nie jesteśmy partią wodzowską, a skąd ta nazwa, już wyjaśniłam. Wolałby Pan "Solidarna Polska czyli Ziobryści"? To są określenia obiegowe, w dokumentach zasadniczych musi być pewien ład formalny, żeby nie tracić czasu na kwestie formalne właśnie. Dotrzymaliśmy słowa, nasz statut jest demokratyczny i może być wzorem dla innych partii. Daje dużą możliwość zmiany prezesa, nawet bez zwoływania kongresu ugrupowania.

- Zmieniając szefa partii zmienilibyście też nazwę partii na Solidarna Polska Beaty Kempy, czy Solidarna Polska Tadeusza Cymańskiego?

- Pan lubi żartować, ja lubię żartować, może żartować sobie dalej. Ale jeśli chodzi o poważną rozmowę, zapewniam Pana, że żeby być liderem, trzeba mieć spory dorobek własny. Zbigniew Ziobro jako minister sprawiedliwości dowiódł, że potrafi być zdecydowanym i skutecznym politykiem. Identyfikacja Solidarnej Polski z liderem na pewno nam pomoże przez pierwsze miesiące w rozpoznawalności wśród wyborców.

- Bo wciąż jesteście postrzegani jako członkowie PiS.

- Tak, ale my tego nie negujemy. Nie będziemy sobie identyfikacji z PiS wypalać żelazem. Byliśmy w PiS i nie ma co tego ukrywać. Kiedy pytamy społeczeństwo czy kojarzą nas z ziobrystami, to jesteśmy przyjmowani z większą atencją niż wcześniej. Polacy mają gigantyczny kredyt zaufania do Zbigniewa Ziobro. Solidarna Polska liczy również na głosy tych Polaków, którzy głosowali wcześniej na PiS, a dziś czują rozczarowanie. Także tym że nas wyrzucono i okazują nam solidarność. Chcemy trafić także do tych spośród 50 proc. wyborców, którzy w dniu wyborów zostali w domu. Prawica nie może ich stracić. Po to także jesteśmy.

- Możemy się spodziewać transferów z PiS do Solidarnej Polski?

- To często bardzo ideowe i doświadczone osoby. Niedobrze, żeby odeszli w nicość. Najważniejsze jest to, żeby cała prawica skupiła wszystkie siły na odsunięciu Donalda Tuska i jego środowiska politycznego od władzy. Stop szkodzeniu Polsce.

- Wyczerpało panią bycie w PiS?

- Partia powinna być tylko narzędziem w osiągnięciu celu jakim jest stworzenie przyjaznej, zasobnej Polski dla naszych dzieci, które nie będą musiały wyjeżdżać z Polski za chlebem.

- Partia nie ma być narzędziem dla Ziobro, Jacka Kurskiego i Tadeusza Cymlańskiego do reelekcji w wyborach do Parlamentu Europejskiego?

- Gdyby mu na tym zależało, siedziałby cicho, przytakiwał i miałby gwarancję pierwszego miejsca na liście do kolejnych wyborów do europarlamentu. Wybrał inaczej. A to, że jako nasz lider wystartuje do Europarlamentu z listy SP jest naturalne. Taka jest logika demokracji. Zapowiedział również, że wystartuje w wyborach parlamentarnych, bo chce wrócić do polityki krajowej.

- Czyli ci, którzy będą głosować na Ziobro w 2014 r. do Parlamentu Europejskiego, powinni wiedzieć, że głosują na osobę, która tylko rok będzie europarlamentarzystą?

- Tak, ale później wejdzie do Parlamentu Europejskiego kolejna osoba z listy Solidarnej Polski. Gramy w otwarte karty.

- Nie zapominajmy o wyborach prezydenckich.

- Zbigniew Ziobro będzie ubiegał się o prezydenturę Polski jeśli nasze środowisko wyrazi taką wolę.

- A wyrazi, robiąc nie mały kłopot kandydatowi PiS.

- Ziobro może być wspólnym kandydatem SP i PiS na prezydenta, jeśli panu prezesowi Jarosławowi Kaczyńskiemu zależy na zjednoczeniu prawicy.

- A jeśli sam Kaczyński wystartuje?

- To zaskakujące pytanie, bo sam pan prezes Kaczyński przecież publicznie oświadczył że nie zamierza kandydować

- Jak pani chce przekonać do Solidarnej Polski potencjalnego wyborcę prawicy, który PiS uważa za oryginał, a was za wyrób czekoladopodobny?

- Nasz kongres pokazał, jaka jest prawda. Tworzymy nową jakość na prawicy. Nasz lider jest wyrazisty i wiarygodny. Dajemy nową nadzieję. Solidarna Polska jest za zmianą Traktatu Lizbońskiego i wzmocnienie pozycji naszego kraju w Europie. Chcemy Europy ojczyzn. Jesteśmy również za obniżeniem podatków...

- I za gruszkami na wierzbie.

- Nie, dlaczego. Naprawdę, w Polsce można obniżyć podatki. PiS już raz to zrobił, ale tylko dla najbogatszych. Tadeusz Cymański bardzo sprzeciwiał się ówczesnym rozwiązaniom. Solidarna Polska chce solidarnie obniżyć podatki najniżej i średnio zarabiającym. Emeryci do 1 tys. zł. powinni być w ogóle z podatku zwolnieni, a podatki dla tych, którzy zarabiają powyżej 10 tys. zł miesięcznie powinny być wyższe.

- Łatwo się mówi, ale jak przychodzi do rządzenia i sporządzenia rocznego budżetu, to sytuacja nie wygląda już tak prosto.

- Ale w Polsce pieniądze naprawdę leżą na ulicy.

- Chyba chodzimy innymi ulicami.

- Z każdego budżetu ministerstwa można zaoszczędzić gigantyczne kwoty. Budżet ministerstwa sprawiedliwości to 10 mld zł. Ja widziałbym tam oszczędności już na poziomie co najmniej miliarda. Należy przyspieszyć wydobycie gazu łupkowego. Trzeba doprowadzić do konfiskaty majątków przestępców. Opodatkowanie banków i hipermarketów powinno być oczywiste. Należy stymulować powstawanie miejsc pracy, zadbać o rodziny. Te środki są potrzebne na urlopy macierzyńskie, żłobki, przedszkola. Naprawdę w Polsce wystarczy dobrego gospodarza, a będzie żyło się lepiej. Wszystkim.

- Czy będzie pani brała udział w uroczystościach rocznicy katastrofy smoleńskiej 10 kwietnia?

- Na pewno. Byłam na tak wielu pogrzebach moich przyjaciół, koleżanek i kolegów. Będę przy ich grobach także w drugą rocznicę tej strasznej tragedii. Skandalem jest to, że Donald Tusk pozwolił, żeby Rosjanie prowadzili śledztwo na swoich warunkach.

- I doprowadzili do zamachu na polskiego prezydenta?

- Ja tak nie mówię. Niczego nie można wykluczyć, ale ja nie będę ferować tak mocnych sądów i wyrokować bez jednoznacznych twardych dowodów. Proszę się nie dziwić, że dochodzi do takich spekulacji. Ludzie kojarzą fakty i zbyt wiele im nie pasuje, albo wręcz przeciwnie – pasuje. To nieudolność polskiego rządu pozwala na takie myślenie. Sądów tego typu i dużo ostrzejszych, będzie znacznie więcej, jeśli polski rząd nie będzie potrafił doprowadzić do wyjaśnienia przyczyn tej katastrofy. Ten lub przyszły. Zgadzam się z tymi rodzinami ofiar, które twierdzą, że powinno dojść do międzynarodowego śledztwa. Sądzę, że tylko odsunięcie Donalda Tuska od władzy pozwoli wyjaśnić przyczyny katastrofy smoleńskiej. Dowody są w Rosji! Nie może być tak, żeby przyczyny katastrofy smoleńskiej wyjaśniać tak długo jak zbrodnie katyńską i śmierć gen. Władysława Sikorskiego.

- Zestawia pani katastrofę smoleńską z Katyniem i śmiercią gen. Sikorskiego?

- Tak. Wyjaśnienie tych trzech spraw jest polską racją stanu.

- Dziennikarz serwisu wPolityce w imieniu środowiska dziennikarskiego przeprasza abp. Józefa Michalika, za niewystarczającą reakcję i "ton flirtu i zachęty" dziennikarki Radia ZET na obraźliwe słowa Janusza Palikota pod adresem hierarchy kościelnego, które padły na antenie radia, co wydaje mi się totalnym absurdem. Pani chce przeprosić abp. Michalika za całą klasę polityczną?

- Nawet komuniści nie wyrażali się tak obraźliwie i wulgarnie w czasach PRL o Kościele jak on. Ma potężne braki w wychowaniu. Wolałabym, żeby miał na tyle honoru, żeby sam przeprosił abp/ Michalika.

 

 

Koniec części pierwszej.

___________________________________________________________________________________________

 
 
 
Wywiad poseł Beaty Kempy dla wp.pl


- Kościół to 10% księży i 90% wiernych. Rząd musi zdawać sobie sprawę, że uderzając w Kościół, uderza w Polaków - mówi Wirtualnej Polsce Beata Kempa. Polityk pytana o manifestację w obronie TV Trwam planowaną w stolicy przez PiS na 21 kwietnia tłumaczy, że jej inicjatorami są politycy Solidarnej Polski. Czy 21 kwietnia dojdzie do wspólnej demonstracji? - Uciekałabym od zabarwień politycznych. Tutaj chodzi o konkretną sprawę, pod którą podpisuje się już około dwóch milionów Polaków - podkreśla.  

Paulina Piekarska: Jak ocenia pani poniedziałkowe spotkanie z premierem Donaldem Tuskiem ws. Telewizji Trwam? Zaproszenie do kancelarii było dla pani zaskoczeniem? 

Beata Kempa: Zaproszenie było efektem mojego listu, który wysłałam do Donalda Tuska jeszcze w lutym. Prosiłam wówczas o spotkanie, ponieważ już wtedy pod protestem przeciwko decyzji Jana Dworaka i KRRiT [KRRiT w styczniu odmówiła TV Trwam miejsca na multipleksie cyfrowym – przyp. red.] podpisało się około 1,5 mln Polaków. Uznałam, że jest to poważny problem i trzeba o nim porozmawiać z premierem jako głównym ośrodkiem decyzyjnym w Polsce. Donald Tusk odpowiedział na mój list i zaprosił na spotkanie. 

Jak pani je odebrała? Premier będzie interweniował w sprawie TV Trwam w Krajowej Radzie Radiofonii i Telewizji?  

- W tej chwili bada, jakie są jego możliwości. Źle się stało, iż Platforma Obywatelska nie zagłosowała za wspólnym wnioskiem komisji kontroli państwowej i środków przekazu do Najwyższej Izby Kontroli o zbadanie procesu koncesyjnego. Klub Solidarnej Polski złożył taki wniosek, podpisało się pod nim 20 posłów. Zachęcam Donalda Tuska, żeby zrobił to samo. Myślę, że do kolegium NIK będą wpływały kolejne wnioski w tej sprawie, ponieważ problem jest nabrzmiały, protestuje znaczna część społeczeństwa, do tego doszły demonstracje uliczne w wielu miastach. Inną kwestią jest zarezerwowanie dla TV Trwam miejsca na multipleksie do czasu zakończenia postępowania sądowego w tej sprawie. 


Pani zdaniem odmowa przyznania koncesji dla 
TV Trwam przez KRRiT była motywowana politycznie. 

- Oczywiście. Za decyzję KRRiT odpowiada obecne środowisko polityczne. Przypomnę, że w Radzie jest dwóch przedstawicieli prezydenta. Tymczasem decyzja KRRiT łamie kilka artykułów konstytucji mówiących m.in. o tym, że nie wolno nikogo dyskryminować ze względu na religię i światopogląd. W konstytucji jest zapis o wolności słowa i pluralizmie mediów, ich równości wobec prawa. Chroni ona podmioty, które ubiegają się o koncesję, ale też obywateli. Konstytucja nakłada szczególny obowiązek na KRRiT, aby ta dbała, by odbiorcy mieli jak najszerszy dostęp do mediów. W tej sprawie niejednokrotnie wypowiadał się też Sąd Najwyższy. Zwracałam na to wszystko uwagę w liście do premiera. 


Jak premier odpowiedział na pani argumenty?
 

Premier zdaje sobie sprawę, że jest to sprawa polityczna i że sprzeciw społeczny jest naprawdę duży i wciąż rośnie w siłę. Muszę powiedzieć, że wśród   osób, które przychodzą do naszych biur z wnioskami ws. TV Trwam, jest bardzo dużo młodych ludzi. Zachęcałam premiera, by nie baczył na to, że ktoś jest wobec jego osoby czy obozu politycznego krytyczny. Podałam własny przykład – wiele mediów jest mi nieprzychylnych, ale to nie powód, żebym chodziła nadęta jak balon. Nie obrażam się, idę do przodu. Premiera zachęcam do tego samego. Prawdziwa cnota krytyki się nie boi. 
Donald Tusk powinien spojrzeć na tę sprawę z punktu widzenia równości wobec prawa i sprawiedliwości. 


Po wyjściu ze spotkania mówiła pani, że wierzy w dobre intencje szefa rządu, ale jeśli nie pomoże on rozwiązać sprawy mediów o. Rydzyka, wpisze się w klimat wojny z katolikami. Pani zdaniem Polsce grozi wojna religijna?
 

- Ona już trwa. To jest wojna wydana Kościołowi. Abp Józef Michalik stwierdził, że ktoś, kto szafuje populistycznymi hasłami, które mają na celu tylko i wyłącznie szkalowanie drugiej strony, ustawianie jej w pozycji przeciwnika, staje się handlarzem tandety. To są mocne, ale dobre słowa odzwierciedlające wiernie to, co się dzieje obecnie w Polsce. 


To znaczy?
 

- Wystarczy popatrzeć na sekwencje ostatnich wydarzeń, by zobaczyć, jaki jest stosunek rządzących do Kościoła. Decyzja KRRiT ws. telewizji Trwam to nie jedyne działanie wymierzone w Kościół. Przypomnę rozporządzenie ws. finansowania nauki religii w szkołach. Po cichu scedowano tę kwestię na samorządy, które i tak nie są już w stanie podołać nałożonym na nie wielu nowym obowiązkom. Grozi to tym, że lekcje religii mogą być powoli wycofywane. Kolejna kwestia – decyzja ministra edukacji narodowej ws. obcięcia dotacji dla szkół niepublicznych. Są to głównie szkoły katolickie, dla których jest to poważna wyrwa w budżecie. Wreszcie - rzucenie hasła likwidacji funduszu kościelnego w mediach, to wywołanie zwykłej awantury politycznej. Rządzący nie zaproponowali żadnego projektu ustawy, nie zaprosili nawet wcześniej strony kościelnej, by omówić tę sprawę. Trzeba pamiętać, że Kościół to 10% księży, a 90% wiernych. Rząd musi zdawać sobie sprawę, że uderzając w Kościół, uderza w Polaków.  

Zapowiedziała pani, że jeżeli Donald Tusk nie pomoże rozwiązać problemu związanego z odmową przyznania koncesji Fundacji o. Tadeusza Rydzyka Lux Veritatis, to będzie w tej sprawie "pukać do różnych drzwi", także do prezydenta. Pójdzie pani do Bronisława Komorowskiego? 

- Tak. Uważam, że niezależnie od tego, jakie mamy władze, trzeba z nimi rozmawiać i uświadamiać im pewne kwestie. Być może  niektórzy przyzwyczaili się już tak bardzo do życia za murami różnych pałaców, że nie rozumieją, iż poza nimi jest jeszcze spora część społeczeństwa, która czuje się dyskryminowana ze względu na wyznanie i wiarę. Ma ona takie samo prawo do czerpania z dobrodziejstw nowoczesnych technologii jak Ci, którzy dysponują dużymi pieniędzmi. 

O obronie tradycyjnych wartości, Kościoła i TV Trwam mówi również PiS, który 21 kwietnia planuje w Warszawie 100-tysięczną manifestację. 

- Będą ich bronić wszystkie prawicowe ugrupowania polityczne. To nie jest wyłączność PiS. Manifestację zgłosił klub Solidarnej Polski, mówiliśmy o niej w 
TV Trwam i na antenie Radia Maryja razem z ministrem Zbigniewem Ziobrą. Myślę, że wszyscy, którzy kultywują wartości oparte na katolickiej nauce społecznej i którym leży na sercu wolność słowa oraz równość i pluralizm mediów w Polsce 21 kwietnia będą w Warszawie. 


Z artykułu w „Rzeczpospolitej” wynika, że to PiS jest organizatorem manifestacji.
 

- Nie wiem, co wynika z „Rzeczpospolitej”. O manifestacji mówiliśmy na antenie Radia Maryja już w sobotę, czyli zanim „Rzeczpospolita” cokolwiek napisała. 


„Rzeczpospolita” twierdzi też, że 
manifestacja to element rywalizacji PiS z partią Zbigniewa Ziobry o najbardziej prawicowych wyborców i poparcie o. Rydzyka. 

- To błędna interpretacja. Tu nie chodzi o czyjąś przychylność. Ta manifestacja i wszystkie działania, które podejmujemy jako 
Solidarna Polska mają na względzie przede wszystkim szacunek dla ludzi, którzy chcą być w Polsce równo traktowani. Wolność słowa i powszechna dostępność do wszystkich mediów to fundament demokracji. 


Czyli Solidarna Polska organizuje manifestację w porozumieniu z PiS? Przed 
21 kwietniadojdzie do spotkania polityków obu stron? 

- O to proszę pytać przewodniczącego Mularczyka. 


PiS zamierza wciągnąć w organizację manifestacji różne katolickie organizacje oraz kibiców. Po wydarzeniach z 11 listopada już wiemy, że może być niebezpiecznie.
 

- Chodzi o połączenie wielu środowisk. Przecież nie można mówić, że kibice to jest jakieś zagrożenie. Oddzielajmy kibiców od rzeczywistych kiboli. Jest między nimi zasadnicza różnica, nie ujednolicałabym ich. Kibice potrafią pięknie czcić różnego rodzaju święta patriotyczne, rocznice jak chociażby rocznicę powstania warszawskiego. 


Z tego co pani mówi, wynika, że 21 kwietnia będzie dniem zjednoczenia prawicy. Jarosław Kaczyński spotka się na manifestacji z politykami Solidarnej Polski?
 

- Uciekałabym od zabarwień politycznych. Tutaj chodzi o konkretną sprawę, pod którą podpisuje się już około dwóch milionów Polaków. 

Rozmawiała Paulina Piekarska, Wirtualna Polska 





 

Polecane strony